Trudno znaleźć adres w centrum miasta i na dużych osiedlach
Garncarska, Królewska, Kosmonautów, Plutona, Kazimierza Sprawiedliwego, Wawelska – takich adresów trzeba w Głogowie szukać najczęściej. Ludzie narzekają na pomieszane numery
W piątek przed południem kierowca karetki szukał numeru 5–9 na ulicy Wawelskiej, na osiedlu Piastów Śląskich. Ludzie wybiegli na dwór, krzycząc z daleka: –To tutaj, prędko!
Karetka po trawniku
W końcu kierowca przejechał na przełaj, przez trawnik. Na szczęście zdążył. Blok Wawelska 5–7–9 stoi samotnie kilkaset metrów dalej, przy zupełnie innej ulicy – Piasta Kołodzieja. Skąd kierowcy mają wiedzieć, że jadąc na Wawelską, trzeba wjechać w Kołodzieja?
– Pokazałam mu drogę, ale tu wszędzie są nakazy jazdy tylko w jedną stronę. Błyskawicznie podjął decyzję i pojechał przez trawnik. Wykazał się naprawdę dużą przytomnością umysłu – mówi Urszula Maciejewska, która ma kiosk przy ul. Wawelskiej.
Pracuje tu 15 lat. Nie ma dnia, by ktoś nie pytał ją o drogę. Wydrukowała sobie powiększony fragment planu osiedla, by łatwiej pytającym tłumaczyć drogę.
–Takie sprawy mieszkańcy powinni do nas zgłaszać. Pierwszy raz słyszę, że są jakieś problemy – mówi Krzysztof Starewicz z administracji osiedla Piastów Śl. II.
Na łapu-capu
– Gdzie tu sens, gdzie logika. Wygląda, jakby ktoś pijany, na łapu-capu, ponazywał te bloki – psioczą ludzie. Każdy głogowianin narzeka na tę część miasta, którą zna mniej.
– Najgorzej jest na Koperniku – mówią jedni. – Największy bałagan jest na Piastach. Spróbuje pani znaleźć jakiś numer przy ulicy Królewskiej – mówi pan Czesław Pyś z Kopernika.
Jeszcze innych najbardziej denerwuje Stare Miasto. Szukają budynków, lokali czy mieszkań.
Adresów szukają dostawcy, kontrahenci, nie tylko przyjezdni. Zwłaszcza po zapadnięciu zmroku. Gubią się taksówkarze. Niedawno jeden z nich czekał 10 minut
na pasażera z jednej strony budynku przy ul. Garncarskiej. Potem okazało się, że pasażer czekał z drugiej strony budynku.
Radosna twórczość
O nazwie ulicy, czy przyporządkowaniu bloku konkretnemu adresowi decydowali w latach ubiegłych: urbaniści, geodezja, a czasem radni.
Jak nam powiedział jeden z głogowskich urzędników: na osiedlach mieszkaniowych radosna twórczość w nazewnictwie jest uzasadniona.
– Dlatego, że w latach 70. i 80. był olbrzymi głód mieszkań. Firmy pracowały na okrągło, świątek piątek i niedzielę. Co jakiś blok wybudowali, ludzie chcieli się natychmiast wprowadzać. A ulicy jeszcze nie było. Dziś można najwyżej postawić na osiedlach makiety, czy porządnie oznakować bloki – mówi, nie chcąc zdradzić swego nazwiska.
Autor artykułu: Katarzyna Jedynak