Wróciłem z białego piekła


65 lat temu rozpoczęto wywózkę Polaków z Kresów Wschodnich na Syberię

Coraz wiÄ™cej ludzi planuje wycieczkÄ™ na SyberiÄ™. Po co? – Bo jest modna, a przyroda jest piÄ™kna i surowa – odpowiadajÄ… podróżnicy.
– Ja też chciaÅ‚bym tam pojechać. Doskonale pamiÄ™tam urodÄ™ tej krainy, a jeszcze lepiej piekÅ‚o, które tam przeżyÅ‚em – mówi CzesÅ‚aw Szczyglewski, który spÄ™dziÅ‚ na Syberii sześć lat.

Szczyglewski w czwartek skoÅ„czyÅ‚ 76 lat. Mimo koszmarnych wojennych przeżyć jest dziÅ› pogodnym starszym panem. – To dziÄ™ki cudownej żonie, z którÄ… przeżyÅ‚em już pół wieku – zaznacza pan CzesÅ‚aw. A żona podaje ciasteczka i siÄ™ uÅ›miecha. – Ja nie byÅ‚am na Syberii, nic nie poopowiadam…
W lutym 1940 jedenastoletni Szczyglewski z rodzicami i czworgiem rodzeństwa siedział w pociągu towarowym, który zmierzał z Pińska (teraz Białoruś) do Archangielska.
– Na poczÄ…tku nam, dzieciom, podobaÅ‚a siÄ™ ta jazda – wspomina. – Mama gotowaÅ‚a na piecyku. Ale po tygodniu mieliÅ›my już dosyć. ZauważyliÅ›my, że mama ciÄ…gle pÅ‚acze, a tata jest bardzo smutny. CaÅ‚e moje 11. urodziny, 17 lutego, też przepÅ‚akaÅ‚em. ZrozumiaÅ‚em, że skoÅ„czyÅ‚o siÄ™ dzieciÅ„stwo i dojeżdżamy do Moskwy.
Kakao na śniadanie
– W domu przed wrzeÅ›niem 1939 roku obchodziliÅ›my raczej imieniny niż urodziny – opowiada sybirak. – Mama piekÅ‚a ciasto, skÅ‚adaliÅ›my sobie życzenia i wrÄ™czaliÅ›my sÅ‚odycze.
Mieszkali w szeÅ›cioizbowym domu na 36 hektarach w kolonii Å»abczyce. Mieli 50 krów i 6 hektarów olszyny, którÄ… sprzedawali fabryce zapaÅ‚ek w pobliskim PiÅ„sku. Dwóch biaÅ‚oruskich sÅ‚użących zajmowaÅ‚o siÄ™ koÅ„mi, mieli też opiekunkÄ™ do dzieci. – Tata prowadziÅ‚ gospodarstwo, mama potrafiÅ‚a wszystko uszyć na maszynie. Rano robiÅ‚a nam kakao i jajecznicÄ™, czasem nawet z 30 jajek, bo do wszystkich posiÅ‚ków siadaliÅ›my do stoÅ‚u całą rodzinÄ… – opowiada Szczyglewski. – Raz w tygodniu piekÅ‚a chleb na liÅ›ciach kapusty. Prosto z pieca, posmarowany Å›wieżym masÅ‚em, smakowaÅ‚ jak nic na Å›wiecie. Jedynym zmartwieniem mojego dzieciÅ„stwa byÅ‚o robienie tego masÅ‚a. Trzeba byÅ‚o bez koÅ„ca machać tÅ‚uczkiem w kance.

Podróż przez śniegi

10 lutego 1940 roku o trzeciej w nocy NKWD-owcy zapukali do drzwi Szczyglewskich. Zawieźli ich saniami na stację w Pińsku. Stamtąd jechali trzy tygodnie. Dotarli do Archangielska. Po selekcji zostali przydzieleni do posiołku Czerwona Zorza, oddalonego o kolejne 100 km. Dotarli tam po 8 godzinach jazdy ciężarówką po zamarzniętej rzece Dźwinie. Trzaskał 40-stopniowy mróz. Drogę kolumnie torowały dwa olbrzymie traktory z pługami śnieżnymi.
– Tata miaÅ‚ pracować przy wycinaniu drzewa drzewa, które byÅ‚o wrzucane do jednej rzeki, ta wpÅ‚ywaÅ‚a do nastÄ™pnej i tak do Morza BiaÅ‚ego – opowiada Szczyglewski. –DostawaÅ‚ za to kilka kromek chleba. PuchliÅ›my z gÅ‚odu. CaÅ‚ymi nocami leżaÅ‚em i rozmyÅ›laÅ‚em, skÄ…d wytrzasnąć coÅ› do jedzenia.
Z młodszymi siostrami rwał brzozowe gałęzie i zanosił gospodyniom z pobliskiej wioski dla kóz. Dostawał za to mleko dla rodziny. Rozplątywał stalowe liny statków i robił z nich gwoździe. Latem dzieci musiały chodzić na bagna zbierać żurawinę, jagody i borówki. Czesio miał za zadanie zaopatrywać w opał barak swój i sąsiadki. Wkładał narty własnej roboty i jechał wycinać z siostrą suche świerki.
– Tak siÄ™ nauczyÅ‚em wtedy szusować, że w 1950 roku zostaÅ‚em wicemistrzem Dolnego ÅšlÄ…ska w biegu na 18 km. Gdybym jeszcze zamiast zjazdówek zaÅ‚ożyÅ‚ biegówki…
W maju Å‚amaÅ‚y siÄ™ lody na rzece: – To byÅ‚ niesamowity widok. I huk. Ludzie nie szli do pracy w tajdze, tylko razem ze strażnikami caÅ‚ymi dniami to oglÄ…dali.
Gdy podpatrzył, jak rybacy łowią ryby, sam spróbował tej sztuki.
– Przed imieninami taty i siostry Janki, w czerwcu, udaÅ‚o mi siÄ™ zÅ‚apać w rzece ogromnego szczupaka – opowiada. – SiÅ‚owaÅ‚em siÄ™ z nim dÅ‚ugi czas, aż wreszcie podpÅ‚ynÄ…Å‚ pod powierzchniÄ™ i wtedy Å‚upnÄ…Å‚em go wiosÅ‚em. WciÄ…gnÄ…Å‚em do łódki i …zemdlaÅ‚em. Na szczęście, gdy siÄ™ ocknÄ…Å‚em, szczupak dalej byÅ‚ nieprzytomny. NiosÅ‚em go do naszego baraku za skrzela, a jego ogon wlókÅ‚ siÄ™ po ziemi. PorÄ…bany zmieÅ›ciÅ‚ siÄ™ dopiero do trzech wiader. Co to byÅ‚a za uczta!
Pod pokładem Puszkina
Po trzech i pół roku nadarzyła się okazja ucieczki.
– W bani, gdzie paliÅ‚ mój brat, czÄ™sto zażywaÅ‚ kÄ…pieli kapitan statku pasażerskiego “Puszkin”, kursujÄ…cego w górÄ™ Dźwiny do miejscowoÅ›ci KotÅ‚asy. Za kilka butelek wódki zgodziÅ‚ siÄ™ zabrać trzy rodziny, schowane pod pokÅ‚adem. ZbieraliÅ›my jagody jak szaleni i wymienialiÅ›my na wódkÄ™.
W KotÅ‚asach radzieccy oficerowie dostrzegli w toboÅ‚ach uciekinierów maszyny do szycia. Gdy dowiedzieli siÄ™, że kobiety potrafiÄ… je obsÅ‚ugiwać, zabrali uciekinierów do pobliskiej wioski, by tam naprawiali pÅ‚aszcze wojskowe. Lepiej siÄ™ żyÅ‚o – Czesio zaopatrywaÅ‚ rodzinÄ™ w jedzenie, kradnÄ…c z koÅ‚chozowych pól kartofle i kapustÄ™.
– KiedyÅ› szedÅ‚em do piekarni, bo to byÅ‚ czas, kiedy rozwoziÅ‚em chleb. DogoniÅ‚ mnie mój piesek KaruÅ›, którego udaÅ‚o mi siÄ™ zabrać do pociÄ…gu w tamtÄ… noc. SzliÅ›my kawaÅ‚ek i spotkaliÅ›my wilka. Mój piesek przewróciÅ‚ siÄ™ na plecy. Wilk patrzyÅ‚ raz na mnie, raz na niego. Wreszcie capnÄ…Å‚ Karusia i uciekÅ‚ do lasu. SzedÅ‚em i pÅ‚akaÅ‚em po stracie przyjaciela, ale cieszyÅ‚em siÄ™, że sam przeżyÅ‚em to spotkanie.

Do kraju

W lipcu 1944 roku rodzinÄ™ Szczyglewskich przewieziono do sowchozu pod Charków (dziÅ› Ukraina), produkujÄ…cego buraki cukrowe. W lutym, dwa lata później, przed specjalnÄ… komisjÄ… Szczyglewscy musieli udowodnić, że sÄ… Polakami. – UdaÅ‚o siÄ™ tylko dziÄ™ki temu, że mama zachowaÅ‚a fragment potwierdzenia opÅ‚aty podatku gruntowego za rok 1938. MaÅ‚o brakowaÅ‚o, a nie wypuÅ›ciliby nas do Polski – wspomina sybirak.
Jechali znowu bydlęcymi wagonami, tym razem przez Kijów, Lwów, Przemyśl, Kraków, Wrocław do Szymbarku (teraz Sulików).
– Tam czekaÅ‚ na nas tata, który przeszedÅ‚ z wojskiem polskim od Lenino do Berlina. UciekÅ‚ z Czerwonej Zorzy do polskiej armii, wolÄ…c w niej zginąć niż podczas tej nieludzkiej pracy w tajdze. Jako osadnik wojskowy dostaÅ‚ 15-hektarowÄ… dziaÅ‚kÄ™.
Jak to się stało, że cała rodzina przetrwała Syberię? Że nikt z nich nie zginął od mrozu i głodu?
– DziÄ™ki Matce Boskiej, do której figury z Niepokalanowa codziennie siÄ™ modliliÅ›my – mówi wzruszony CzesÅ‚aw Szczyglewski. – Jaka to ulga, że wreszcie można siÄ™ przyznać, że byÅ‚o siÄ™ na Syberii.

TysiÄ…ce powietrza
Józef Stalin 5 grudnia 1939 r. wydaÅ‚ ukaz, na mocy którego rozpoczęło siÄ™ wysiedlanie Polaków z Kresów Wschodnich. Razem z rodzinami mieli opuÅ›cić dom ci, którzy byli niebezpieczni politycznie: osadnicy wojskowi, strażnicy graniczni, leÅ›nicy, policjanci i wÅ‚aÅ›ciciele ziemscy. PierwszÄ… akcjÄ™ NKWD przeprowadziÅ‚o 10 lutego 1940 r., kolejne w kwietniu, czerwcu i w czerwcu 1941 r. Rosyjscy historycy podajÄ…, że wywieziono 400–500 tys. ludzi. – Ale nie liczyli dzieci do 15. roku życia – zaznacza Szczyglewski. – Zatem ja dla nich byÅ‚em powietrzem.
Wywieziono ok. 2 mln ludzi. PowróciÅ‚o do Polski ok. 100 tys. We WrocÅ‚awiu żyje 3 tys. sybiraków, na Dolnym ÅšlÄ…sku – okoÅ‚o 13 tysiÄ™cy.

Nauczyciel i kolarz
Po wojnie skoÅ„czyÅ‚ edukacjÄ™ w gimnazjum w Zgorzelcu. MaturÄ™ zrobiÅ‚ w 1952 roku w liceum komunikacyjnym we WrocÅ‚awiu. Potem byÅ‚a Wyższa SzkoÅ‚a Wychowania Fizycznego. PracowaÅ‚ jako wuefista w IX LO przy ul. Skargi. DÅ‚ugie lata byÅ‚ sÄ™dziÄ… kolarskim. Aktualnie jet wiceprezesem wrocÅ‚awskiego oddziaÅ‚u ZwiÄ…zku Sybiraków. Ma żonÄ™ KrystynÄ™, dwóch synów: Krzysztofa, kardiochirurga w USA, i WiesÅ‚awa – zegarmistrza, a także wnuków Krzysztofa i PawÅ‚a.

Autor artykułu: Anna Gabińska

Comments are closed.